poniedziałek, 13 września 2010

Spadam...

Znów skaczę w bezdenną otchłań codzienności
nie ma w niej nic prócz mrocznej ciemności
i lecę tak w dół czekając na upadek
nie robiąc nic by temu zapobiec
oczekiwanie na upadek wydaje się wiecznością
od momentu urodzenia do spotkania ze starością
czekam, może ktoś da mi tę siłę
by przestać spadać, by wznieść się na chwilę
i ciągle od nowa i tak bez końca
wiele bym dał by poczuć promień słońca
by ogrzał mą twarz, wywołał uśmiech
wskazał mi ścieżkę dał rady na później
gdybym choć miał ze sobą spadochron
otworzył go i oszukał czas sposobem tym
zmieniał bym upadek na lot swobodny
pod czaszą miłości choćby jako niewolnik
oddał bym się temu spadaniu bez reszty
wiedząc, że spadasz razem ze mną Ty...

1 komentarz:

  1. Ja Cie zlapie za reke i wyciagne z otchlani :) wrocilam - tesknie za Twoimi slowami :)

    OdpowiedzUsuń